Satoko Inoue. Messel 2013

Krzysztof Mik

 

Satoko w Europie

 

– Dla Japończyków Europa to jedna kultura i jedna mentalność – mówi Satoko, zasłaniając swoje zmęczenie wielodniową już podróżą delikatnym uśmiechem. Kiedy odwiedzasz na przykład niemiecką rodzinę i prawisz gospodarzowi komplementy, że ma ładną żonę i ładne, mądre dzieci, ten od razu przyznaje ci rację i… dalej chwali swoich najbliższych. W Japonii nie jest to możliwe. Ludzie są skromniejsi. Od razu zwracają uwagę na trudności, niektóre wady, nieporozumienia, od których nie zawsze łatwo uciec w codziennym życiu.


Kiedy studiowała polonistykę na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie (2004–2006) często już po kilku miesiącach pobytu tam tęskniła za Warszawą. Bo Polacy są inni. Bo mają choćby inne poczucie humoru. Poczucie humoru pełne samoironii. A samoironię posiadają przeważnie ci, którzy nie należą do centrum. Ci, którzy długo żyli – albo tak im się przeważnie wydawało – na marginesie (geograficznym, politycznym, w sensie materialnym). Ci, którzy „wylegują się” na słońcu, w centrum właśnie, wyśmiewają się głównie z innych. Z tych, którzy są spoza świata bezpośrednio ich otaczającego.


Satoko Inoue urodziła się w 1975 roku w Tokio i jeszcze w szkole średniej postanowiła poznać kulturę polską, a więc i studiować język polski. Geneza jej egzotycznych zainteresowań w zasadzie nie różniła się niczym wielkim od tego, co skłania często Europejczyków do poznawania kultury japońskiej. Europejczycy oglądają filmy Kurosawy i to ich obraz determinuje pierwsze zauroczenie Krajem Kwitnącej Wiśni. Ona oglądała filmy Wajdy i pomyślała sobie, że kultura, która wydaje takich reżyserów, musi być kulturą bogatą i pełną różnorodności.


Postanowiła studiować slawistykę na Uniwersytecie Hokkaido w Sapporo. Niestety, ponieważ nie ma tam polonistyki, zmuszona była uczyć się języka rosyjskiego (jak twierdzi: w Japonii slawistyka to przede wszystkim rusycystyka). A że nie odpowiadało jej to, zaczęła uczyć się niemieckiego, a potem – we własnym zupełnie zakresie, bo przy pomocy polskiej studentki – języka polskiego. Dopiero kiedy dowiedziała się o stypendium rządu polskiego dla Japończyków zainteresowanych kulturą polską, mogła ziścić swoje marzenia i wyjechać na studia do Warszawy (2000–2002 i 2007–2008). Później – tym razem korzystając ze stypendium niemieckiego – mogła kontynuować swoją naukę w Berlinie.

 

Kiedyś w bibliotece uniwersyteckiej znalazła numer „Bundesstrasse 1”, pisma Krzysztofa Marii Załuskiego, pierwszego polskojęzycznego pisma literackiego w Niemczech. I tak zaczęła się jej przygoda z polskim słowem pisanym za Odrą. Dziś jest już całkiem niezłym ekspertem od polskiego piśmiennictwa w centralnej Europie. W lipcu obroniła pracę doktorską na ten temat. Od 2012 roku bierze – jako jedna z sześciu osób – udział w projekcie japońskiej organizacji „Grant-in-Aid for Scietific Research” (finanse). W ramach tego projektu nie tylko organizuje się spotkania literackie pisarzy z Europy Środkowej i Wschodniej (np. Olgi Tokarczuk czy Michala Ajvaza, czeskiego prozaika, poety i eseisty), tworzy się także digitalowe archiwum dla komparatystyki tego regionu. To archiwum to właśnie nagrania rozmów z różnymi autorami. Punktem wyjścia tych wywiadów było pytanie: co znaczy dzisiaj dla nich „Wschód”?. Każda rozmowa i tak rozwijała się w końcu w całkiem innym kierunku, ale dla Satoko było to wyjątkowe doświadczenie.


Bo Japonia to kraj prawie jednolity narodowościowo i kulturowo. Wśród 126 milionów jej mieszkańców tylko około 1,5–2% stanowią mniejszości narodowe (Koreańczycy, Chińczycy i kilka grup etnicznych). Osobną grupą są brazylijscy Japończycy (około 270 tysięcy), czyli ci, którzy w latach 1908–1960 wyjechali do Ameryki Południowej z powodów materialnych, przeważnie na plantacje kawy. Dziś w Brazylii jest ich około 1,5 mln, ale niektórzy wracają, nierzadko nie znając ani języka, ani kultury swoich przodków. I to właśnie dla nich trzeba znaleźć pracę, stworzyć możliwości nauki japońskiego. To bardzo ciekawy eksperyment dla narodu, który przekonany jest o czystości swojej tradycji i korzeni i gdzie bardzo trudno uzyskać obywatelstwo, a liczba pracowników z zagranicy (głównie południowa Azja) jest stosunkowo niewielka. Zresztą od 2007 roku, a więc od wybuchu kryzysu ekonomicznego na świecie (dla Japonii oznaczało to recesję), część wspomnianych „japońskich Brazylijczyków” zdążyła paradoksalnie już znowu wyemigrować do swojego kraju urodzenia, widząc w nim o wiele większe perspektywy i to nie tylko ekonomicznej natury.


– Jak zareagowali bliscy i znajomi na twoje zainteresowania? – pytam. – Nie traktują cię trochę jak dziwaka? Tak jak u nas specjalistę od bardzo rzadkiego gatunku motyli, który występuje tylko na jednej, a do tego malutkiej wysepce?


Satoko zaprzecza stanowczo. „To twój temat” – powiedziała jej matka, malarka. Bo Japończycy, mimo że są prawie jednorodni kulturowo, często czują się sami w swoich domach czy miastach i dotykają ich – z psychologicznego punktu widzenia – te same obawy wyjścia na zewnątrz, poddania się ocenie innych czy zwykłej akceptacji, które przeżywają emigranci czy przesiedleńcy. Tak było choćby z matką Satoko, pochodzącą nie tylko z prowincji, ale i z biednej rodziny, która musiała się przebijać przez kolejne szczeble szkolnej edukacji, konfrontując z dziećmi z zamożnych rodzin o zupełnie innej osobowości i stosunku do świata zewnętrznego. Stąd także mocno ugruntowana tradycja literatury japońskiej, opisywania przeżyć narratora/autora, a nie postaci czy głównych bohaterów jako osób trzecich.


A poza tym Satoko nie czuje się absolutnie aż tak oryginalna w tym, co robi i jako przykład podaje mi swojego kolegę, szefa zespołu, zajmującego się wspomnianym projektem, dotyczącym komparatystyki Europy Wschodniej i Środkowej, który – oprócz czeskiego, bohemistyki – interesuje się również… językiem kaszubskim i niejednokrotnie już Kaszuby odwiedzał (przypomnijmy, że według oficjalnych danych językiem kaszubskim posługuje się w Polsce zaledwie 108 tysięcy osób).

– No właśnie. Literatura. Czy w Japonii tłumaczy się polskich autorów?

– Tak, ale nie systematycznie. Znany jest Mickiewicz („Pan Tadeusz”), ale już Słowacki nie. Znani są Szymborska i Gombrowicz, ale Miłosza wydano do tej pory tylko jeden tom. Bruno Schulz miał szczęście, bo znalazł się ktoś (także członek zespołu, w którym pracuje teraz Satoko), kto polubił jego utwory i przetłumaczył całą jego twórczość. Spośród pisarzy żyjących ukazały się drukiem książki Olgi Tokarczuk.


Satoko interesuje się podczas naszej rozmowy przede wszystkim „aussiedlerami”, czyli tzw. spóźnionymi przesiedleńcami. Jaką grupę stanowią wśród ludności polskojęzycznej w Niemczech? Kiedy przestali być tematem tabu tak wśród mediów, jak i w literaturze? W jakim języku pisała w głównej mierze ich pierwsza generacja, w jakim języku piszą ich dzieci i dlaczego?


– Szczerze mówiąc – wtrąca Satoko – nie studiowało mi się zbyt dobrze w Berlinie polonistyki właśnie dlatego, że zdecydowaną większość studentów stanowili potomkowie polskich emigrantów, głównie przesiedleńców. Znali język, a więc było im stosunkowo łatwo. A o to chodziło. Chodziło o to, żeby studiować przyjemnie i bez stresu. Nie trzeba było się – ich zdaniem – już zajmować ani literaturą, ani autorami, ani różnymi metodami badawczymi. Takich, którym się rzeczywiście chciało, było – oprócz mnie – może jeszcze tylko dwoje.


Satoko zauważa kątem oka stojący w pokoju samowar, który przywiozłem przed wielu laty z Syberii. Prawdziwy, czyli na węgiel drzewny. Nieelektryczny w każdym razie.

– O takim marzę – mówi.

– Dlaczego? Przecież nie lubisz języka rosyjskiego?

– No, tak. Ale dla mnie to – mimo wszystko – taki symbol słowiańskiego ciepła.

 

 

Krzysztof Mik

 

Tekst jest zapisem spotkania z Satoko Inoue – japońską polonistką, badaczką literatury polskiej – w Aachen (Niemcy, 27 VIII 2013). Satoko podczas swojego ostatniego pobytu w Europie, między 12 sierpnia a 6 września, odwiedziła także Warszawę, Berlin, Darmstadt – Deutsches-Polen Instytut i redakcję „Zarysu” – a także Szczecin z tamtejszym uniwersytetem.

Antykwariat - tania książka
Thomas H. Barczyk

Schreiben Sie uns Ihre Meinung!

Wir haben ein offenes Ohr

für Anregungen, Lob und natürlich auch Kritik.

Schreiben Sie uns, was Ihnen an Kulturmagazin Zarys gefällt und was wir in Zukunft noch besser machen können.


Napisz do nas i podziel się z nami swoją opinią o naszym piśmie.

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Magazyn Kulturalny Zarys - Kulturmagazin Zarys